Waitress – recenzja

Teatry się otworzyły z powrotem, więc nareszcie mogę nadrabiać czas korzystając ze spektakli, na które czekałam długie miesiące. Kilka lat temu postanowiłam, że chcę zobaczyć każdy wystawiany na dużej scenie Teatru Muzycznego Roma i szczęśliwie udaje mi się to zrealizować. Kiedy więc dowiedziałam się, że nadchodzi premiera musicalu „Waitress”, natychmiast kupiłam bilet i… okazało się, że z powodu obostrzeń muszę jeszcze trochę poczekać, bo spektakl został przeniesiony na inny termin 😉 Z czasem jednak głód stawał się coraz większy, więc byłam niezwykle szczęśliwa, mogąc usiąść wreszcie na widowni.

„Waitress” spodobał mi się ogromnie i chyba stało się tak za sprawą wielu warstw, z których każda zasługuje na szczególne wyróżnienie. Nie było nic, co pozostawiłoby jakikolwiek niedosyt, poczucie niedopowiedzenia lub poprawienia. Roma w mojej opinii ma bardzo wysoko postawioną poprzeczkę i ten spektakl spełnia swoją rolę nie tylko bawiąc, ale także ucząc. Zaraz dowiecie się, czemu, ale po kolei…

Zdjęcie – Teatr Muzyczny Roma

WARSTWA WIZUALNA

Wspominam o niej na początku, bo rzuca się w oczy w pierwszej kolejności. Nie sposób przeoczyć wyraziste barwy, piękną scenografię, kostiumy oraz – rzecz jasna – smakowicie wyglądające wypieki. Historia prowadzona jest głównie w kawiarni-barze, gabinecie ginekologicznym oraz mieszkaniu głównej bohaterki – Jenny Hunterson. Zapewniam Was, że każda z tych lokalizacji została zaprojektowana w bardzo przemyślany sposób, a wszystkie sceny rozgrywające się w miejscu pracy dziewczyny sprawiają, że czujemy się tak, jakbyśmy właśnie siedzieli w najbarwniejszej knajpie w USA. To prawdziwa uczta dla oczu i niezwykła przyjemność oglądania.

WARSTWA MUZYCZNA

W końcu Roma to Teatr Muzyczny 🙂 A muzyka w spektaklu nie zawodzi, piosenki wpadają w ucho, ich słowa bawią i skłaniają czasem do refleksji. Są obowiązkowym uzupełnieniem fabuły, idealnie wplecionym w całą historię, a jeden z motywów, powtarzających się w musicalu kilkukrotnie bardzo dobrze spaja opowieść o głównej bohaterce.

Muzyka w musicalu naturalnie jest bardzo istotna i przy okazji pojawia mi się refleksja, że często ma główne znaczenie przy ocenie czy dany spektakl lub film nam się podobał albo nie. Nietrudno było się spodziewać tego, co na nas czeka, wybierając się na „Mamma Mia!” czy „Upiora w operze”. Trochę się obawiałam, wybierając się na „Pilotów”, ale zupełnie niesłusznie. Nie do końca natomiast przekonała mnie „Aida”. „Waitress” jednak to energia płynąca z muzyki przez całe dwie godziny i to należy pochwalić.

Zdjęcie – Teatr Muzyczny Roma

WARSTWA AKTORSKA

To nie pierwszy spektakl z Zofią Nowakowską, który w Romie zobaczyłam i kolejny raz muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jej talentu wokalnego. Jako Jenna Hunterson była absolutnie przekonywująca. Ale brawa należą się także Ewie Kłosowicz w roli Dawn oraz Agacie Walczak w roli Becky. Świetny był Janek Traczyk jako doktor Pomatter oraz Paweł Mielewczyk jako Earl (zagrał tak dobrze, że gdy wyszedł na owacje na scenę, chciałam przestać bić brawo, bo byłam na niego zła 😉). Każda z postaci była inna, charakterystyczna. Nie ma ról drugoplanowych – każda historia jest interesująca, każdej jesteśmy ciekawi, a naszym bohaterom szczerze kibicujemy.

WARSTWA EDUKACYJNA

I tu przechodzimy do sedna sprawy. Nie wspominałam wcześniej o fabule, a jest istotna i to jest dobry moment, by o niej opowiedzieć. „Waitress” to historia Jenny Hunterson – piekarki i kelnerki, która tkwi w wyjątkowo nieudanym małżeństwie, a w dodatku zachodzi w ciążę. W obliczu tak dużej zmiany, postanawia jednak wziąć się w garść i zawalczyć o lepsze życie.

Tak skrócony opis fabuły nie nakreśla jednak w żadnym stopniu skali poruszonych zagadnień. Postanowiłam je więc wyszczególnić, ale najpierw uprzedzam – ta część to SPOILER, więc jeśli chcecie mieć niespodziankę, przewińcie dalej 🙂

Zdjęcie – Teatr Muzyczny Roma

Pierwszy temat to nieplanowane macierzyństwo. Mamy zatem całą paletę uczuć – od złości, przez rozpacz i rezygnację, po finalną miłość i chęć walki. Historia Jenny pokazuje i normalizuje fakt, że nie każda kobieta cieszy się na myśl o ciąży, nie każda z nas wyczekuje momentu rozwiązania i nie każda rzuca się w wir kupowania zabawek czy ubranek.

Kolejny wątek to przemocowy związek oraz sytuacja, w której jedna z osób nie potrafi zakończyć niezdrowej relacji. Wiele osób mierzy się z tym problemem na co dzień, a gdy w perspektywie czasu ma się pojawić dziecko, sprawy się bardzo komplikują i pojawia się dylemat – zacisnąć zęby czy postawić na siebie? W jaki sposób stanąć na nogi, gdy tracimy władzę nad swoim życiem, zarobkami i możliwością wypowiadania swojego zdania?

Mamy tu także historię choroby, która wprawdzie nie gasi miłości, ale pozbawia jedną z osób naturalnej potrzeby bliskości i czułości. Co w sytuacji, gdy chcemy być w porządku wobec drugiej osoby, ale jednocześnie na zawsze tracimy bardzo ważny element życia?

Zdjęcie – Teatr Muzyczny Roma

W końcu poruszona zostaje także kwestia samotności i dni, których się nie wyczekuje.  Mamy tu historię osoby, która chciałaby kogoś kochać, ale życie przedstawiło scenariusz, w którym w domu od dawna nikt nie czeka. Moim zdaniem jednak samotność to problem każdego bohatera tego musicalu. Lekarza, który od lat nie jest szczęśliwy w małżeństwie. Jenny, która musi odbyć samodzielną walkę o siebie, Dawn, której jedynym towarzyszem jest program na Discovery oraz Becky, która nie ma w perspektywie już żadnych uniesień. Mamy również wdowca, który opuszcza swoje mieszkanie, by chwilę pobyć wśród ludzi. Czy każdy znajduje sposób na wyjście z samotności? I czy istnieją gotowe recepty na wszystkie problemy? Musicie się przekonać sami.

KONIEC SPOILERA – MOŻECIE CZYTAĆ DALEJ 🙂

„Waitress” nie tylko bawi, ale także uczy. Uczy tego, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że warto podjąć walkę o swoje marzenia, o wyprowadzenie życia na właściwe tory. Uczy też tego, że czasem w życiu ważne są kompromisy. Uczy tego, że na dobre rzeczy warto czasami poczekać. Według mnie uczy także tego, że prawdziwa wartość nas samych to to, co mamy w sercu oraz jak traktujemy innych. Ten musical jest jak plasterek na złamane serce i gorszy dzień. Dodaje otuchy, bawi i pokazuje, że od dna zawsze można się odbić. Polecam gorąco!

Zdjęcie – Teatr Muzyczny Roma
Facebook Comments