Kurs stylizacji paznokci – jak wygląda i czy warto

Odpowiedź na pytanie zadane w tytule jest złożone. 🙂 I jak to zwykle bywa brzmi ona – to zależy. W tym wpisie opowiem Wam trochę jak to wyglądało w moim przypadku oraz jak wyglądał kurs, który sama ukończyłam.

Moje początki

Pierwszy raz u stylistki paznokci byłam w wieku 17 albo 18 lat – chciałam wówczas przedłużyć swoje paznokcie metodą żelową oraz zrobić frencha. To była jednak jednorazowa akcja i do tematu wróciłam po kilku latach. Na początku mowa była jedynie o przedłużaniu, później jedynie o utwardzaniu paznokci. W końcu, dwa lata temu, postanowiłam zadbać o nie sama. O moich próbach i ówczesnych odczuciach możecie przeczytać TU i TU.

No i te początki nie były za dobre. Dostałam uczulenia raz, a potem drugi. A potem poznałam markę Indigo oraz NaiLac i od tamtej pory moje paznokcie są zadbane i nie mam z nimi żadnych problemów.

Z czasem siostra poprosiła mnie o zrobienie jej manicure hybrydowego i to było coś strasznego. Zdałam sobie sprawę z tego, że pomalowanie komuś paznokci nie jest takie proste. Nie wiedziałam, jak ułożyć rękę swoją oraz siostry, jak przyłożyć pędzelek oraz jak dojechać sprawnie do skórek. Pomyślałam, że to nie dla mnie i od tamtej pory paznokcie malowałam tylko sobie.

Moja pierwsza samodzielnie wykonana stylizacja. Jej wykonanie zajęło mi 5 godzin!

Ale to mi nie wystarczyło

Malowałam sobie paznokcie na jeden kolor, bo nie umiałam robić nic poza tym. A na Instagramie było tyle pięknych zdjęć ze stylizacjami spod rąk na maksa zdolnych dziewczyn. Zdecydowałam się wybrać na kurs manicure hybrydowego. Pogrzebałam jednak trochę w Internecie i postanowiłam trochę rozszerzyć „działalność”. Wybrałam kurs stylizacji żelowej. W sumie wydawało mi się, że to jest bardzo proste i wiele nauki tu nie będzie… nawet sobie nie wyobrażacie, w jakim byłam błędzie!

Szkolenie Indigo Nails

Skoro uwielbiam lakiery Indigo, to wybrałam szkolenie z oferty właśnie tej firmy. Było ono trzydniowe i trwało chyba ok. 7 godzin każdego dnia. Grupa była czteroosobowa, więc nie było problemu z wzajemnym rozpraszaniem się lub brakiem wystarczającej atencji ze strony instruktorki. Pracowałyśmy na modelkach, które zorganizowałyśmy sobie same.

Pierwszy dzień to była nauka zagadnień teoretycznych. Co się jak nazywa, gdzie znajduje oraz z jakimi chorobami dłoni możemy się spotkać podczas zawodowej stylizacji paznokci. To była naprawdę porządna dawka wiedzy, której przyswojenie było później sprawdzane na egzaminie.

Następnego dnia uczyłyśmy się już prawidłowej budowy paznokcia przedłużonego metodą żelową. Jak podłożyć formę (nie jest to łatwe), jak zbudować szkielet, a następnie nadbudować paznokieć i prawidłowo go wypiłować. Uwierzcie mi, prawidłowa praca pędzelkiem czy pilnikiem, jest tysiąc razy trudniejsza niż sobie wyobrażałam. Myślałam, że wystarczy położyć kulkę z żelu na paznokciu, rozsmarować i już. Niestety, wymaga to pracy i wprawy. Na szkoleniu uczyłyśmy się także, jak korzystać z frezarki tak, by nikomu nie zrobić krzywdy 🙂 Pomalowałyśmy także paznokcie na trzy sposoby: na wybrany kolor, zrobiłyśmy frencha oraz babyboomera. Tak więc na szkoleniu nauczyłyśmy się także podstaw zdobień 🙂

Ostatni dzień zaczął się od egzaminu, o którym nie mogę zbyt wiele powiedzieć prócz tego, że dokładnie sprawdził naszą wiedzę zarówno teoretyczną, jak i praktyczną. Po egzaminie dalej pracowałyśmy nad pazurkami, a na koniec otrzymałyśmy certyfikaty.

Pazurki, które wykonałam na szkoleniu 🙂

Czy warto?

Tak! To znaczy, jeśli zamierzacie malować paznokcie tylko sobie, to możecie wybrać mniej obszerny, tańszy kurs. Ja natomiast postanowiłam polecieć trochę szerzej – upiększać paznokcie także innym paniom metodą hybrydową i żelową. Oczywiście na szkoleniu praca się nie kończy. Uwierzcie mi, znacie podstawy, ale po nich czekają nas jeszcze długie godziny pracy w domu. Możecie ćwiczyć na sobie, na bliskich czy na sztucznych palcach 🙂 Przykład? Wykonanie stylizacji żelowej w profesjonalnym salonie trwa zwykle ok. półtorej godziny. Mi za pierwszym razem zajęło to 5 (!!!) godzin. Moja siostra wytrzymała tyle czasu na krześle i do tej pory jestem pod wrażeniem, że  w połowie nie poszła sobie do domu. Zastanowiłam się, co mogłabym przyspieszyć, gdzie popełniłam błędy. Uczyłam się dalej, a następnym razem czas ten skróciłam o połowę. W tym momencie zamykam się w dwóch godzinach, ale nadal nie jestem na tyle odważna, by móc wykonać taką stylizację u kogoś, kogo nie znam.

Zamysł spoko… wykonanie – do poprawy!

Niewątpliwym plusem takiego szkolenia jest wiedza, co robicie źle podczas wykonywania stylizacji paznokci.  Czy używacie dobrych materiałów lub urządzeń? Czy korzystacie z nich prawidłowo? Wiele błędów można wyeliminować dzięki wiedzy, co robimy niewłaściwie. W końcu niewłaściwa stylizacja może m.in. zmniejszyć trwałość manicure hybrydowego.

Zdjęcia, które widzicie w tym wpisie to przykłady moich niedoskonałych początków. W przyszłości wrócę tu i będę w stanie ocenić moje postępy. Widzę, co jest nie tak i wiem, jak mogę to poprawić… ale i tak nie jest łatwo. Jeśli Wy także próbowałyście kiedyś stylizacji żelowej, pokażcie koniecznie swoje pierwsze prace. Może nie jestem sama 🙂

Facebook Comments